To, co zasz³o w ko¶ciele, a nastêpnie list pana Wo³odyjowskiego to by³y dla niej jakoby dwa uderzenia obucha

Niech siê jeno uspokoi trochê, a pan hetman indygenat ci wyrobi, szyjê dajê! czasy id± takie, ¿e okazji ci nie zbraknie, je¶li szczerze chcesz siê s³aw± okryæ. Obecnie by³y to dopiero pocz±tki, si³a jeszcze pozostawa³o do roboty; drogi nie by³y jeszcze bezpieczne; rozwydrzony lud chêtniej ze zbójcami ni¿ z wojskiem w komitywê wchodzi³ i za lada przyczyn± znów kry³ siê w gardziele skaliste; przez Dniestrowe brody czêsto przekrada³y siê watahy z³o¿one z Wo³ochów, Kozaków, Wêgrzynów, Tatarów i Bóg wie nie kogo; te zapuszcza³y zagony po kraju, napadaj±c po tatarsku wsie, miasteczka i zgarniaj±c wszystko, co siê zgarn±æ da³o; chwili jeszcze nie mo¿na by³o w tych stronach szabli z rêki popu¶ciæ ani muszkietu na gwo¼dziu zawiesiæ, jednak¿e pocz±tek ju¿ by³ uczyniony i przysz³o¶æ zapowiada³a siê pomy¶lnie. Nikt dwóch pacierzy nie uchybi³. Cudze pole Panna po³o¿y³a bêbenek na kolanach i skrzy¿owawszy na nim d³onie rzek³a pó³g³osem: - Boi siê, ale nim siê odwa¿y, mog± przyjechaæ i nic sobie nie powiemy. Ketling skoñczy³. Mo¿e tam ¿yje gdzie jeszcze, mo¿e po ¶mierci Tuhajowej inny j± poj±³ pohaniec, mo¿e Mahometa przyjê³a, mo¿e o bracie zgo³a zapomnia³a, mo¿e jej syn krew moj± kiedy¶ wytoczy... Te obie by³y m³odsze, ale przecie tamta by³a dro¿sza stokroæ od wszystkich m³odszych... I sam pan Sobieski pewnie od Kondeusza nie gorszy.

- To trzeba mu by³o bakalijki oddaæ, niechby je zjad³, póki mu w±sy nie urosn±. - Tyle mi siê nale¿y - mówi³a owa postaæ - by¶ mnie ¿a³owa³ i za mn± têskni³. On tak¿e by³ winien, czemu¿ ca³a pokuta i zgryzota, i zawód ma spadaæ na ni±? Czemu by i on nie mia³ zakosztowaæ tego gorzkiego chleba? Zali ona nie ma prawa powiedzieæ mu, gdy powróci: - Zmyli³am siê... Waszmo¶ciowie, wybaczcie, ¿e mówiê, co ¿al na jêzyk przyniesie! Gdybym mia³ syna, to bym go tak nie mi³owa³, jako tego ch³opa mi³owa³em. Dzikie serce Nagle w sieni rozleg³o siê tupotanie Basi i jej pó³dziecinny g³os powtarzaj±cy: - Mróz! mróz! mróz! Wo³odyjowski odskoczy³ od Krzysi jak sp³oszony ry¶ od ofiary, a w tej chwili wlecia³a z ha³asem Ba¶ka powtarzaj±c ci±gle: - Mróz! mróz! mróz! Nagle potknê³a siê o bêbenek le¿±cy na ¶rodku pokoju. Si³a tam jarów puszcz± poros³ych, schowek, pieczar g³êbokich i ró¿nych ukrytych miejsc, w których zbójcy setkami siê chowaj±, nie mówi±c o tych, którzy z Wo³oszy przychodz±. - Nie! Komendy bêd± dalej sta³y, w Mohilowie, Jampolu, a ostatnia ma byæ w Raszkowie - odrzek³ ma³y rycerz. Prócz tego wiadomo waæpañstwu, ¿e pan Ruszczyc, komendant raszkowski, ma rodzonych w ordzie, którzy dzieæmi ogarniêci, ca³kiem potatarzeli i do dostojeñstw doszli.

Bojê siê tylko, ¿e waæpanny nienawyk³e do czuwania. Wyznajê ci te¿ jako na spowiedzi, ¿e swego czasu bywa³em p³ochy. - Za panem hetmanem piêædziesi±t tysiêcy szabel ordyñskich stanie prócz wojska, które ma w rêku. Pan Nowowiejski nie spostrzeg³ go od razu, bo zagada³ siê z panem Zag³ob±, natomiast spostrzeg³a go Ewka i p³omienie uderzy³y jej na twarz, a potem zblad³a nagle. - Bo¿e Wszechmog±cy! - rzek³ - prosi³em ciê o stateczn± realistkê za ¿onê, a ty¶ mi wicher da³! - Mów tak, mów, to ci zamrê! - A niedoczekanie twoje! - krzykn±³ ¿ywo ma³y rycerz. Jan Grzegorczyk By³o tak. Wyszli znów na ów d³ugi korytarzyk. - Basi to pan powiedzia³, ¿e na elekcjê wraca, a przecie, ¿ebym to by³a wiedzia³a, nie by³abym do serca wziê³a odjazdu.

W jednej chwili poj±³, i¿ je¶li bryzgnie jadem na Nowowiejskich, utraci ³askê Basi i mo¿no¶æ widywania jej codziennie; lecz z drugiej strony uczu³, ¿e siê nie zmo¿e, przynajmniej teraz, a¿ do tego stopnia, i¿by tej umi³owanej sk³amaæ wbrew duszy w³asnej, ¿e inn± kocha. To samo ci i Skrzetuski powie. Siedzia³ i pisa³, lecz ona przypad³szy do niego zawo³a³a: - Wiesz! mówi³am z nim! Do nóg mi upad³! Szaleje za ni±! Ma³y rycerz po³o¿y³ pióro i pocz±³ patrzeæ na ¿onê. Nie czyni±c tedy miêdzy nim a Snitk± innej ró¿nicy, jak tylko tak±, jak± dojrzalszy wiek Snitki czyniæ nakazywa³, wypytywa³a m³odego setnika o owe us³ugi, gwoli którym pod Kalnikiem wy¿sz± szar¿ê otrzyma³. Waldemar £ysiak Widaæ za¶ dobrze, bo to na wzgórzu nagim i niebo tam jako turkus... Na pierwszy rzut oka wydawa³a siê starsz± od swej towarzyszki i dopiero przyjrzawszy siê lepiej, spostrzeg³ pan Micha³, ¿e krew pierwszej m³odo¶ci p³ynê³a pod t± przezroczyst± skór±. On za¶ obejmowa³ pana Zag³obê serdecznie, ale z t± nadzwyczajn± szlachetno¶ci± w ka¿dym ruchu, któr± b±d¼ po przodkach odziedziczy³, b±d¼ naby³ takowej na wykwintnych królewskich i magnackich dworach. Basia znik³a za drzwiami, a pan Zag³oba odsapn±³ i spyta³ pana Snitkê: - No, a jak¿e siê wa¶ci pani pu³kownikowa uda³a? Stary ¿o³nierz, zamiast odpowiedzieæ, wsadzi³ piê¶ci w oczy i przechyliwszy siê w krze¶le, j±³ powtarzaæ: - Aj! aj! aj! Po czym wytrzeszczy³ oczy, zatkn±³ szerok± d³oni± usta i zamilk³, jakby zawstydzon w³asnym zachwytem.

Odwaga jej wziê³a wreszcie górê nad konfuzj± i zaraz przejrza³a ja¶niej. Micha³ow± fortunê wojna zjad³a, choæ wiem, ¿e ma co¶ grosiwa na prowizji u wielkich panów. - Prêdzej by pan Nienaszyniec móg³ siê do ciebie przyznaæ, ale i jemu nic po tobie, bo tam ju¿ siostra jego albo zmar³a, albo zgo³a nie ¿yczy sobie w losie odmiany. Urzekaj±ca - Kto by taki jasyr wzi±³, su³tanowi nie mia³by czego zazdro¶ciæ, któren i su³tan pó³ pañstwa swojego chêtnie by za tak± odda³. - Dla Boga! Kto¶ ty jest, Azja? - wykrzykn±³ pan Bogusz. Patrz no! patrz no na ow± czarnuszkê, za któr± hajduk zielon± szubkê niesie; czy nie rzêsista? co? Tu pan Zag³oba tr±ci³ ku³akiem w bok Wo³odyjowskiego, a ten spojrza³, w±sikami ruszy³, okiem b³ysn±³, lecz w tej¿e chwili zawstydzi³ siê, opamiêta³ i spu¶ciwszy g³owê rzek³ po krótkim milczeniu: - Memento mori! A Zag³oba znów chwyci³ go za szyjê. I nasta³o milczenie. - Twierdzi³em tylko in principio, ¿e nam potrzeba Piasta - odrzek³ wreszcie - ale co prawda, tom nikogo dot±d nie wymieni³.

- Mi³ujê ciê z ca³ej duszy, ale nigdy nie bêdê twoj±! - rzek³a. Oczy wpi³ w pana Nowowiejskiego i ³opoc±c nozdrzami, patrzy³ w starego szlachcica z nieopisan± nienawi¶ci±, ¶ciskaj±c rêk± g³owniê no¿a. Wo³odyjowski podniós³ w jednej chwili przemoc± biedn± p³aczkê i posadzi³ j± na powrót na sofie, sam za¶ pocz±³ chodziæ jak b³êdny po komnacie. - Wiem, com panu komendantowi powinien, jako zwierzchno¶ci mojej - odrzek³ k³aniaj±c siê powtórnie Wo³odyjowskiemu - wiem i to, ¿em od waæpanów tañszy, dlatego ich kompanii nie szukam; wasza mi³o¶æ (tu zwróci³ siê znów do ma³ego rycerza) pyta³a mnie o wspólników; mam ich w mojej robocie dwóch: jeden jest pan podstoli nowogrodzki, Bogusz, a drugi pan hetman wielki koronny. Ha! ¿eby mi to choæ do g³owy przysz³o! - Szkoda, ¿e waæpani nie przysz³o. Panienka potrz±snê³a zamaszy¶cie swoj± p³ow± czupryn±. Na to ma³y rycerz: - Powiem wa¶ci szczerze: nie wiem, co bym za to da³, ale czasem my¶lê, ¿e to pró¿ne wzdychanie. Pan Nowowiejski pokra¶nia³ z zadowolenia.


||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||